Szukaj
KATEGORIE
E-prasa
Ebooki
Audiobooki
E-podręczniki
>> Matematyka (26)
>> Historia (6)
>> Język Polski (15)
>> Fizyka (3)
Audiobooki angielskie
>> Biografie (5)
>> Dla Dzieci (4)
>> Obyczajowe (17)
>> Erotyka (45)
>> Film I Tv (2)
>> Historia (9)
>> Humor (10)
>> Literatura (5)
>> Filozofia (0)
>> Poezja (2)
>> Poradniki (47)
>> Podróże (1)
Ebooki (j. angielski)
>> Biografie (9)
>> Obyczajowe (18)
>> Gotowanie (10)
>> Film I Tv (0)
>> Gry (1)
>> Historia (3)
>> Humor (75)
>> Kryminał  (4)
>> Poezja (0)
>> Poradniki (30)
>> Podróże (28)

O królewiczu niespodziance, o królu podziemi i o trzech próbach
Niniejsza bajka pochodzi z pakietu "Bajki Antoniego Józefa Glińskiego tom II". Powstała przy udziale wspaniałych ludzi i wybitnych artystów: Stanisława Mikulskiego i Bartosza Wierzbięty. Przypomnijmy, że Antoni Józef Gliński to autor jednego z najpopularniejszych polskich zbiorów bajek: Bajarza Polskiego, na którym wychowało się wiele pokoleń naszych dzieci. Bajki te uaktualnił dla nas w sposób mistrzowski Bartosz Wierzbięta , którego znamy przede wszystkim jako autora polskich dialogów do filmów animowanych "Shrek" i "Madagaskar". Dzięki temu, po nasze bajki chętnie sięgną - i to wielokrotnie - także dorośli czytelnicy. Stanisława Mikulskiego nie musimy nikomu przedstawiać. Nam, ten wybitny aktor polskiego filmu kojarzy się przede wszystkim z filmami "Kanał" oraz "Ewa chce spać", a także z serialem "Stawka większa, niż życie". Fragment bajki:       "Byli sobie kiedyś król i królowa. Kochali się bardzo, ale mieli pecha, bo w tydzień po ich ślubie wróg przekroczył granice państwa i król musiał jechać na wojnę. Wróg miał wielką przewagę liczebną, ale król był mądry i w końcu udało mu się go pokonać. Minęło jednak aż dziewięć miesięcy i król strasznie się stęsknił za żoną. Co koń wyskoczy wraca więc do stolicy. Jedzie cały dzień, potem noc bez przerwy i dzień kolejny. Ani się obejrzał, a zostawił w tyle wojsko, potem straż przyboczną i generałów, na koniec nawet marszałka, który konia miał prawie równie rączego jak jego własny. Wieczór powoli zapada, a król jedzie i jedzie ale w końcu widzi, że koń dłużej nie wytrzyma i ani kroku dalej nie pójdzie, jeśli się nie napije. Król też był bardzo spragniony, więc z konia zeskoczył i zaczął szukać wody, bo to co miał, dawno już wypił. Wreszcie znalazł studnię. Nabrał wody, napoił konia i przy okazji zobaczył tabliczkę. "Kimkolwiek jesteś, zanim tej wody skosztujesz, pokłoń się temu, do kogo należy" - przeczytał król, wzruszył ramionami i zaczął pić. Pił, pił, a kiedy ugasił pragnienie zobaczył w wodzie swoje odbicie. "Od kiedy ja mam taką paskudną gębę?" - zdziwił się na głos i odruchowo poprawił włosy. I zdziwił się jeszcze bardziej, bo postać w wodzie nie powieliła tego gestu, tylko Chlup! - wyskoczyła ze studni i złapała go za poły kaftana. "Nie jestem twoim odbiciem! Jestem Dżabba, władca podziemi! I wcale nie mam paskudnej gęby!" - ryknął stwór, który był prawie dwa razy większy od króla i miał płaską, gadzią twarz. "Żaba?" - jęknął król. Stwór ryknął ponownie i aż się zatrząsł ze złości. "Nie żaba, tylko Dżabba! Pijesz z mojej studni, nie raczysz mi się pokłonić i jeszcze stroisz sobie żarty?!". "Nie chciałem cię obrazić" - zapewnił król. "Nie? A tabliczkę widziałeś?" - syknął stwór i mocno nim potrząsnął. "Jestem królem i wszystko co stoi na mojej ziemi należy do mnie! Sam sobie miałem się kłaniać?" - król starał się, żeby zabrzmiało to możliwie godnie, ale równocześnie czuł, jak bezradnie majta nogami w powietrzu. "Ale woda, którą wypiłeś pochodzi SPOD ziemi, a to już moje królestwo." - niespodziewanie spokojnie powiedział stwór i w głowie króla zrodziło się podejrzenie, że te wszystkie ryki były tylko na pokaz. "Chciałeś, czy nie, obraziłeś mnie i mam prawo żądać satysfakcji" - ciągnął stwór, odstawiwszy króla na ziemię i wygładziwszy mu kaftan wielkimi, ostrymi szczypcami, które zastępowały mu dłonie. "Mógłbym cię zabić, ale nie miałbym z tego ani pożytku, ani przyjemności. Dlatego zrobimy tak: oddasz mi to, coś w domu nie wiedząc zostawił i zastać się nie spodziewał i jesteśmy kwita. Puszczę cię wolno i nie będę chował urazy. Nawet dam ci wody na drogę, ha ha." - zaśmiał się stwór i klepnął króla w ramię, aż mu zęby zadzwoniły. "Coś, co zostawiłem w domu nawet o tym nie wiedząc nie może być specjalnie cenne" - pomyślał król i przystał na warunki. "Dajesz królewskie słowo?" - upewnił się stwór. "Daję" - odpowiedział król, osiodłał konia i odjechał. Kiedy po pewnym czasie obejrzał się, ze zdziwieniem zobaczył, że Dżabba macha mu na pożegnanie swoimi wielkimi szczypcami."
autor: Antoni Józef Gliński, red. Bartosz Wierzbięta
lektor: Stanisław Mikulski
długość: 00:19:35
wydawca: GONTAR - Zbigniew Gontar
isbn: 978-83-910569-5-0_04
data: 2011.04.22
cena: 6.15 PLN
Zobacz Publikację Dodaj do Koszyka Facebook
Słoń trąbalski
Król Maciuś na wyspie bezludnej
Niezwykłe lato Izydora i Spółki
Kłopoty komendanta Roka
Miś zwany Paddington
Mity Greckie Dla Dzieci (cz.1) - Nasz Przyjaciel Prometeusz
i-Prasa.pl należy do MarcoPOLO2000 i jest oficjalnym serwisem przedsprzedażowym NetPress sp. z o.o. działającym w ramach Programu Partnerskiego Nexto
kontakt w sprawach publikacji, zamówień, reklamacji - tel. +48.32.7281548
Buziaczki : Bobasy : FUN : Bash : XO.PL : Miłosny : Moja Karteczka : Prasa